Podobno z zakupów można wrócić z bólem serca lub z bólem portfela. Mi zdarzało się wracać z obiema z tych dolegliwości, ale dziś ból portfela zdecydowanie przeważa :)
Ale dla żakietu w kolorze cappucino i baletkowatych butów, które będą superwygodne, warto uszczuplić swe zasoby finansowe;)
Moja szafa za to nie jest zbyt szczęśliwa, to że pęka w szwach to nawet nie jest przenośnia - naprawdę odchodzi jej tylna deska...
A cóż poza tym? In death - zaliczone wszystkie części tej zabójczej serii, obecnie na tapecie David Ignatius i jego "W sieci kłamstw", książka i film.
I winko białe fruite catalan, a także różowe kalifornijskie o dość skomplikowanej nazwie. Na zdrowie! :)
"Cicho czy głośno wypowiedziane słowa, sens mają jeden i ten sam"
To cytat z książki 'Pozwólcie nam krzyczeć' Fleszarowej-Muskat.
Zapamiętałam to zdanie. Z jednej strony trudno się nie zgodzić z tym twierdzeniem, z drugiej strony bohaterowie (rzecz dzieje się w czasie wojny, traumatyczne przeżycia) nie chcą rozmawiać. Nie chcą szeptać. Chcą krzyczeć, chcą wykrzyczeć cały swój ból, tak aby usłyszeli to ich bliscy i ich wrogowie, współcześni im, którzy przymykali oczy i przyszłe pokolenia.
Seria książek Nory Roberts piszącej pod pseudonimem J.D.Robb.
Podobno uważała, że kryminały sygnowane nazwiskiem męskim będą wyglądały bardziej profesjonalnie.
Czy tak jest w istocie, nie wiem.
Za to wiem, że odczuwam narkotyczną wręcz przyjemność w ich czytaniu, a raczej pochłanianiu. Kończę jeden, zaczynam drugi. Uzależnienie? Czasem przerywam, chwila przerwy, jak ćpun, który zostawia ostatnia dawkę, żeby kiedy po nią sięgnie odczuć jeszcze większą przyjemność.
Fascynujące połączenie stylów. Trochę fantastyki - akcja toczy się w latach 2058-60, Nowy Jork, podróże kosmiczne, komputeryzacja, androidy i broń laserowa. Kryminał - zagadkowe zabójstwa i pewna policjantka, która dąży do rozwikłania ich za wszelką cenę. Romans - w owej policjantce zakochany na zabój jest jej mąż, przystojny, milioner, połączenie doskonałe inteligencji, władzy i bogactwa w seksownym ciele. Wspaniała kreacja postaci i ich emocji, dylematów, wewnętrznych konfliktów, relacji międzyludzkich. Do tego akcja, choć wiadomo, że skończy się dobrze (to seria, bohaterowie nie mogą zginąć w siódmym tomie na przykład), mimo to trzyma w napięciu. Do ostatniej strony. Wyważenie składników - perfect.
"Łączy nas wiele spraw Jeszcze więcej dzieli Blisko siebie i wciąż Nie tak jak byśmy chcieli Dziś kręcimy się jak w karuzeli"
Karuzela, motyw częsty w poezji i nie tylko :)
Dlaczego?
Od uczuć, emocji, wrażeń, problemów, wyzwań, ambicji swoich, innych...kręci się w głowie i świat wokół też się kręci. Wiruje, wciąga, w górę, w dół, od nudności po niepohamowaną radość i entuzjazm.
Świeczki stwarzają nastrój. Takie zaproszenie dla wspomnień.
Zapalając zapałkę i patrząc na płomień można sobie uświadomić, jak przemija czas. Jest chwila - i nie ma chwili. Minęła. Skończone. Zostaje tylko nadwęglony, czarny kikut zapałki.
Ostatnio było o świecie na rauszu. Taki miękki, bez kantów. Ale gdy w pewnym momencie wraca ostrość widzenia... Bolesny powrót do rzeczywistości bez zniekształceń. Ale zawsze można uśmierzyć ten ból.
Była też Mama ma. Czyli zakupy. MH - bo być blisko Rz. i nie być w MH... A tyle jest pięknych rzeczy w sklepach. Jakoś sama włócząc się między półkami, wieszakami tego nie dostrzegałam. Jak zwykle wydałam więcej niż miałam. Ale nowy sweter w perełki, nowy szalik szary taki mięciutki i czapeczka, też szara, były warte. Poza tym już wiem, co przyniesie mi Mikołaj - bo byłam przecież grzeczną dziewczynką, prawda?;) - sukienkę. Taką...że jak ją zobaczyłam, chwyciła mnie za serce i nie puściła. Krawiec dokona kilku przeróbek i będzie gotowa. Jak szyta na miarę ;) Poza tym dwie pary butów. Jedne - kozaki skórzane, brązowe, takie o jakich marzyłam od pewnego czasu, drugie też skórzane, butelkowa zieleń. Ale to już inna historia ;)
"Bo widzisz, ja lubię świat na rauszu, podoba mi się taki miękki i bez kantów."
[Maska Arlekina' H. Kowalewska]
Postęp? Butelkę wina dzielę na trzy części = trzy dni, nie na pół. ;)
"Na wpół wycofana z codziennego życia chcę praktykować sztukę zaspokajania własnych potrzeb, Moich osobistych srogich kaprysów."
['Codzienność w Toskanii' F. Mayes]
Moim kaprysem dziś, oprócz sałatki hawajskiej, była kąpiel przy malinowo pachnących świecach.
A obecnie w pokoju panuje półmrok, światło niebieskawe rzuca tylko ekran laptopa i zabawne esy floresy na ścianie tworzy światło kominka zapachowego. Olejek pomarańczowy. Zwalcza objawy histerii i paniki, łagodzi stres, uspokaja. Tak głosi opis z etykietki. Coś w tym chyba jest. Bo mam ochotę - i zrobię to! - położyć się i nie czytać, nie oglądać, nie myśleć. Po prostu sobie być, istnieć na granicy świadomości, balansować na cienkiej linie pomiędzy rzeczywistością a światem bytów, gdzie wszystko może się wydarzyć, nie wydarzając się wcale.